Łączna liczba wyświetleń

UWAGA!

Uprzejmie informujemy, że blog [zwłaszcza niektóre notki] może zawierać drastyczne sceny pełne przemocy, przekleństwa i innego rodzaju rzeczy nieprzeznaczone dla osób młodocianych.
Przez wzgląd na to, że my niżej podpisane autorki nie chcemy przykładać ręki do demoralizacji młodzieży informujemy, że część treści może być niestosowna dla osób młodszych. Średnia granica wieku to +15, osoby młodsze czytają na własną odpowiedzialność, podobnie jak i starsze o słabszych jednak nerwach.
Z wyrazami szacunku,
autorki: Szalona i Szurnięta
PS: Nie bierzemy też udziału w żadnych konkursach typu Libster Awards, choć bardzo cieszy nas każda nominacja. Po prostu nas to nie interesuje.
S&S

piątek, 29 listopada 2013

Rozdział 13

Wracaliśmy do Harry’ego, kiedy nagle zadzwonił telefon. Pokazałam gestem Adamowi, żeby ściszył radio i odebrałam.
- Panna Morgan?
- Tak… - odparłam podejrzliwie. Nie miałam pojęcia, kim jest mężczyzna po drugiej stronie.
- Doskonale się składa – ucieszył się. – Gdzie jesteście?
- Słucham…? – wykrztusiłam totalnie zdezorientowana. – Przepraszam, z kim rozmawiam? – otrząsnęłam się z szoku i w końcu zadałam pytanie, od którego powinnam zacząć.
- A… To Harry nie dzwonił? Nic, trudno. Potrzebuję waszej pomocy, ponoć jesteście w pobliżu – mówił dalej tak, jakbyśmy się znali od lat.
„Wariat” – pomyślałam, jednak nadal zachowałam spokojny ton głosu.
- Przepraszam, ale nadal się pan nie przedstawił…
- Jaki pan….? Dave jestem – mogłam się założyć, że wyszczerzył się do słuchawki. – To co? Wpadniecie? Mam dla was robotę, a Harry twierdzi, że macie wolny termin…
-Yyy… momencik… - zasłoniłam słuchawkę dłonią i zwróciłam się do reszty. – Słuchajcie, dzwoni jakiś wariat i twierdzi, że Harry go do nas odesłał ze sprawą… Co mam mu odpowiedzieć…?
- Spław – mruknęła Anna.
- Zaraz, zaraz… a jak ma na imię? – zainteresował się Adam.
- Dave.
- Nie znam – mruknęły jednocześnie dziewczyny.
- A mnie obiło się o uszy – odparł Adam. – Dasz mi go do telefonu?
Oddałam mu bez żalu słuchawkę. Rozmawiał chwilę, po czym mi ją oddał.
- Ok, kochanie – zwrócił się do Wer - skręcaj na zachód. Mamy robotę do wykonania.
***
Dave okazał się nie za wysokim, długowłosym facetem. Jego aparycja poniekąd pokrywała się z moją opinią, że nie jest do końca normalny psychicznie. Adam, który zrelacjonował nam pokrótce rozmowę, uprzedził nam, że Dave jest specyficzną osobą.
- Rodzice kiedyś z nim pracowali, jak byłem mały – odparł lakonicznie, kiedy zapytałyśmy skąd go zna. – Więc tylko kojarzę, że ktoś taki istnieje…
Dave powitał nas na podjeździe niewielkiego domku z garażem. Miał na sobie znoszoną skórzaną kurtkę i wystrzępione wyblakłe jeansy. Uśmiechnął się na nasz widok i rozłożył ramiona.
- Kochani… Jak dobrze was widzieć… - nim zdążyliśmy uciec, wyściskał nas wszystkich. – Harry bardzo was zachwalał…
- Mmm… w końcu jesteśmy fachowcami… - mruknęła Wer.
- Jesteś łowcą, tak…? – upewniłam się, bo kompletnie nie pokrywał się ze wzorcem łowcy jaki do tej pory sobie wypracowałam.
- Aaa… to musi być nasza kochana Alice… Ten jedwabisty głosik – uniosłam brwi, ale powstrzymałam się od komentarza. – Oczywiście, że jestem łowcą, choć nieco w stanie spoczynku. Zajmuję się raczej… zbieraniem informacji. Ale proszę, wejdźcie do środka.
Mieszkanie wyglądało nawet przytulnie, choć było nieco zagracone. Większą jego powierzchnię zajmowały się wszelkiej maści urządzenia elektroniczne.
- A, to moje małe centrum dowodzenia wszechświatem. Raczej nie dotykajcie, nie wszystkie kable są izolowane.
Odsunęłam się jak najdalej od sprzętu.
- Macie na coś ochotę? Kawa, herbata?
- Nie dziękujemy – odmówiła grzecznie Wer, chyba nie mniej oszołomiona ode mnie. Sposób bycia Dave’a kompletnie zbijał z tropu.
- No siadajcie, siadajcie… Skoro Alice już została rozpoznana, to strzelam, że dwie pozostałe damy to siostry Wilde, równie znane co ich rodzice… Tylko która jest która? – zainteresował się.
- Ja jestem Anna, a to Wer – odezwała się Ann. – A to Adam Ward, narzeczony mojej siostry.
- Proszę, proszę, miłość… cudowna sprawa…
- Ok, dowiemy się w końcu co to za robota? – powoli traciłam cierpliwość.
- Chodzi o moją znajomą – Dave nagle spoważniał. – Polowała w okolicy i od kilku dni nie mam kompletnie z nią kontaktu…
- Jaką sprawą się zajmowała? – zainteresowała się Wer.
- Badała sprawę dziwnych śmierci. Totalny mix. Wilkołak, duch i wampir, wszystko w okolicy. Cassie stwierdziła, że te sprawy są ze sobą powiązane, choć na to nie wyglądało. No i teraz jej nie ma…
Wyglądał na naprawdę załamanego. Musiało mu bardzo na niej zależeć…
- Jest ci bliska, prawda? – Ann widocznie doszła do takiego samego wniosku.
- Tak… ale nie w ten sposób, o którym myślicie. Jest dla mnie jak młodsza siostra… Ok, zajmiecie się tym?
- Tak, jasne – odparł Adam w imieniu nas wszystkich.
- Ok, to zaraz dam wam na nią namiary i jutro zaczniecie poszukiwania…
- Jutro? – zdziwiłam się.
- Tak, dziś przecież imprezujemy – odparł, wprawiając nas w jeszcze większe osłupienie.
- Jaka impreza? – wyjąkałam.
- Twoja urodzinowa! – zawołał i otworzył lodówkę pokazując nam ogromny czekoladowy tort. – Bez obawy, to nie ja piekłem…
Patrzyłam na niego osłupiała. Ja sama zapomniałam, że to dzisiaj… Ostatnio nie miałam głowy do takich rzeczy.
- Skąd wiedziałeś…? – udało mi się wykrztusić.
- Ja wiem wszystko, kochaniutka – puścił mi oko i wręczył nóż. – To co? Kroimy, czy będziemy tak stać…?
***
Kolejną rzeczą, której dowiedziałam się o Davie było to, że jeśli jakaś informacja jest w internecie, to się przed nim nie ukryje. Jeśli jej tam nie ma, również. On wiedział o nas wszystko! Gdyby nie to, że był jaki był, to zaczęłabym się go bać.
- Alice, czemu nie mówiłaś, że masz urodziny? – zapytała Wer, podchodząc do mnie.
- Bo zapomniałam – wyznałam zgodnie z prawdą. – Zresztą ostatnie urodziny, które świętowałam nie skończyły się zbyt pomyślnie…
- Dlaczego… A, tak. Racja, wspomniałaś… - zorientowała się Wer. – W każdym razie życzę ci wszystkiego najlepszego – przytuliła mnie i podeszła do Adama.
Nagle z głośników gruchnęła bliżej nieokreślona muzyka, a obok mnie zmaterializował się Dave.
- To co? Tańczymy?
- Ja nie umiem… - odparłam, ale było za późno.
- Umiesz, umiesz – nie zwracając uwagi na moje protesty pociągnął mnie na środek salonu i targał na wszystkie strony. W żadnym wypadku to nie przypomniało tańca.
Reszta włączyła się do zabawy. Paradoksalnie było to najlepsze przyjęcie urodzinowe, jak miałam. Może dlatego, że było całkowicie niespodziewane.
Nagle Adam wyszedł na zewnątrz przykładając do ucha telefon. Wer natychmiast ruszyła za nim. Po kilku minutach wróciła sama. Miała tak poważną minę, że Dave od razu wyłączył muzykę.
- Gdzie Adam? – zapytała Ann.
- Musiał jechać – westchnęła Wer. – Harry wpadł na trop demonów, które zabiły jego rodziców – odwróciła się i ruszyła na górę. Nam zresztą nie trzeba było więcej wyjaśnień.
Każde z nas przecież zrobiłoby to samo.

***&***

Dave był bardzo związany z Cassandrą, traktował ją jak siostrę. Jako, że wiedziałam jak to jest martwić się o rodzeństwo bardzo zaangażowałam się w tę sprawę. Na początek dostaliśmy zdjęcie, z którego spoglądała uśmiechnięta młoda dziewczyna z brązowymi włosami z wiśniowymi i fioletowymi pasemkami. Była dość ładna i miała śliczne brązowe oczy. Ze zdjęcia można było wywnioskować, że dziewczyna ma silny charakter. Oprócz tego Dave dał nam jej numer telefonu i adres mieszkania, wraz z kluczami. Postanowiłyśmy od razu przeszukać jej kawalerkę. Dom znajdował się na obrzeżach miasta i był mały, więc przeszukanie go nie zajęło nam dużo czasu. Nagle zadzwonił mi telefon.
- Cześć kochanie - usłyszałam w słuchawce głos Adama.
- Cześć, co słychać?
- A nic ciekawego. Dzwonię tylko, żeby ci powiedzieć, że sprawa się trochę skomplikowała i nie dołączę do was dziś.
- Nic się nie stało. Uważaj na siebie kochanie - odparłam.
- Też cię kocham - powiedział i się rozłączył.
Dziewczyny patrzyły na mnie wyczekująco. Nic nie powiedziałam tylko spojrzałam na materiał zebrany przez Cassie. Było tam kilka wycinków z gazet. W jednym artykule pisano o mężczyźnie rozszarpanym przez dzikie zwierze, a w innym o kobiecie, która udławiła się żyletką. Przypadki nie były powiązane, ale działy się w tym mieście i do normalnych nie należały.
- Trzeba zbadać sprawy, które badała Cassandra - stwierdziłam.
- To całkiem sensowny pomysł - stwierdziła Ruda, ale nadal patrzyła na mnie podejrzliwie.
- Mamy trzy dziwne sprawy, które się wcale ze sobą nie łączą - mruknęła Ann, bardziej do siebie niż do nas.
- Dzikie zwierze, połknięte żyletki i nakłucia na szyi - potwierdziłam.
- Wilkołak, duch i wampir? - zdziwiła się Alice.
- Raczej wątpię - stwierdziłam cierpko.
- Więc co?
- To musimy ustalić - wyjaśniła Ann.
Przebrałyśmy się w strój FBI i wraz z Ann poszłyśmy zobaczyć zwłoki. Alice została u Dava i pomagał mu znaleźć jakieś informacje w książkach lub internecie. Cassandra faktycznie miała rację, że coś te sprawy łączy. Każda miała w telefonie komórkowym, które otrzymałyśmy wraz z rzeczami osobistymi ofiar, małe płócienne woreczki z podejrzaną zawartością. Ukryłam je w staniku, bo mój strój niestety nie posiadał kieszeni i wróciłyśmy do Dave'a. Łowca bezbłędnie odkrył z czym mamy do czynienia. Winna okazała się czarownica. Musieliśmy tylko jeszcze odkryć kto nią był. Odkrycie pierwszej i jedynej podejrzanej osoby zajęło Dave'owi z zegarkiem w ręku trzy minuty. W tym czasie odkrył, że wszystkie ofiary znały niejaką Dianę Jackson. Zdążył też sprawdzić, że pracuje w pobliskim pubie i kończy za dziesięć minut zmianę.
- Jest coś czego nie wiesz? - spytałam zaskoczona.
- Bardzo mało informacji można znaleźć na twój temat.
- Cenię swoją prywatność.
- I bardzo dobrze, bo nie wiesz kiedy ktoś może coś wykorzystać przeciw tobie, zapamiętaj to - Dave zachowywał się dość dziwnie.
- Idziesz? - do pokoju weszła Alice.
Łowca spojrzał jeszcze na mnie znacząco.
- Już idę.
Postanowiłyśmy poczekać na Dianę w uliczce za pubem, przez którą musi przejść wracając do domu.


***&***

Kiedy usłyszałam kroki odetchnęłam głęboko i policzyłam do dziesięciu. Potem odsunęłam się od ściany, akurat kiedy kobieta skręciła w boczną uliczkę, więc stanęłam z nią twarzą w twarz. Wyrwał jej się cichy okrzyk zaskoczenia. Za jej plecami dostrzegłam cień, którym musiała być Wer.
- Przestraszyła mnie pani… - ponieważ nadal nie ustępowałam, próbowała mnie minąć, jednak zagrodziłam jej drogę. – Co pani robi?
- Musimy porozmawiać – odparłam spokojnie.
Odwróciła się, ale Wer pojawiła się nagle u wylotu uliczki. Kobieta obróciła się w moją stronę.
- Co tu się dzieje? – wyglądała na zdenerwowaną.
- Chcemy tylko wyjaśnić jedną sprawę – odparła Wer, przykładając jej do pleców pistolet.
- O co chodzi? – teraz była jedynie przestraszona. – Wezwę policję!
- Przestań… wiedźmo – warknęłam. – Jak powiesz dlaczego zabiłaś tych ludzi, to zapewnimy ci szybką i bezbolesną śmierć…
- Ale… o czym wy mówicie? O co tutaj chodzi? – wyjąkała.
- Nie udawaj – sarknęła Wer. - Żyletki? Atak wilkołaka? Lub wampira? Mówi ci to coś?
- Ja… dobrze. Wiem o co wam chodzi. Ale to nie ja… - westchnęła. – Jesteście łowcami, prawda?
- Brawo, gratuluje spostrzegawczości, wiedźmo – tym razem to ja sarknęłam. – Skoro nie ty, to kto?
- Myślę, że mógł to być… mój były mąż.
- Uważasz tak, bo…? – zapytałam.
- Bo parał się magią. Czarną magią. Dlatego od niego odeszłam…
Ponad jej ramieniem zerknęłam na Wer i kiwnęłam głową. Warto byłby jej posłuchać.
- Okej, zaprowadź nas do domu, to zweryfikujemy twoją prawdomówność. Jeżeli nie znajdziemy dowodów, to opowiesz nam o twoim mężu.
- Byłym mężu – poprawiła mnie. – Dobrze, zaprowadzę was. To niedaleko…
- Tylko bez sztuczek! – ostrzegła Wer, opuszczając nieco pistolet. Teraz celowała w kolana. – Lepiej żebyśmy nie znalazły u ciebie nic podejrzanego.
- Obiecuje, że nie znajdziecie nic gorszego niż preparat na mole… - odparła z godnością i ruszyła w dół uliczką.
 ***
- No dobra, nic tu nie ma – stwierdziłam oczywistość. W domu nie znalazłyśmy nic dziwnego poza kulkami naftaliny. To była jedyna rzecz, która mogłaby wzbudzić czyjekolwiek zainteresowanie. Poza tym dom był sterylnie czysty i urządzony bardzo minimalistycznie.
- Mówiłam – Diana posłała nam kwaśny uśmiech.
- Aha i przepraszam za tę wiedźmę… - mruknęłam. – Nie miałam na myśli nic złego…
- Cóż nie jestem taka pewna – mruknęła, ale uśmiechnęła się do mnie. – Dlaczego szukacie tej wiedźmy?
- Bo zabiła już trzy osoby w okolicy – wyjaśniła Wer. - A na dodatek zniknął łowca, który na nią polował.
- To ciekawe… - zmyśliła się Diana. - Nie zauważyłam w okolicy… A jak się nazywał?
- Nazywała – poprawiłam. – Cassandra Clark. Znasz ją? – zapytałam, bo zbladła nagle.
- To… to moja kuzynka. Mówicie, że zaginęła?
- Spokojnie, na pewno nic jej nie jest – uspokoiła ją od razu Ann, która dołączyła do nas, gdy Diana prowadziła nas do swojego domu.
- To… to na pewno sprawka mojego męża – mocno zacisnęła usta. – Nie wiedziałam, że posunie się do takich rzeczy…
- O co chodzi? – zapytała Wer.
- Byliśmy małżeństwem przez siedem lat, kiedy odkryłam, że zajmuje się magią – wyjaśniła Diana. - I to taką niezbyt bezpieczną. Powiedziałam mu, że jeśli tego nie rzuci to odejdę. Jednak to było dla niego ważniejsze niż ja…
- Nadal go kochasz – zauważyłam. To było widać.
Nie odpowiedziała. Odpowiedź była oczywista.
- Arthur na początku nie przejął się moim odejściem, ale potem zaczął do mnie wydzwaniać, pisać. Musiałam zmienić numer telefonu, maila, adres… wszystko. Uciekłam, ale w końcu mnie znalazł. Myślę, że te zabójstwa… one miały zwrócić moją uwagę, miały być groźbą. Ale mnie nie było wtedy w mieście, więc wiadomość dotarła do mnie z opóźnieniem. Nie zadziałało, ale tajemnicze morderstwa zainteresowały Cassie…
- A twój eks doszedł do wniosku, że ukochana kuzynka to doskonały materiał na szantaż… - dokończyłam.
- Właśnie. Cassie jest dla mnie jak siostra, choć widzę jak słabo ją znam. Nie miałam pojęcia, że jest łowcą, nigdy mi o tym nie mówiła. Podobnie jak dopiero nie dawno dowiedziałam się o jej specyficznych zainteresowaniach…
- Zainteresowaniach? – zdziwiła się Wer.
- Nieważne – zbyła pytanie Diana. – Znajdziecie ją?
- Znajdziemy – obiecała Ann. – A Arthurowi wybijemy z głowy takie podłe szantaże.
- Dziękuję – odpowiedziała kobieta.
Ann i Wer ruszyły do wyjścia. Diana zatrzymała mnie w progu.
- Bardzo zależy mi na tym, aby Cassie nic się nie stało, ale… Nie róbcie mu krzywdy, dobrze? – poprosiła cicho.
- Miłość ma wielką moc – odparłam – ale rzadko ma moc zmieniania złych ludzi w dobrych. Nie ty jedna wierzysz, że masz szansę go zmienić swoją dobrocią…
- Proszę… On…
- Zobaczę, co da się zrobić – obiecałam, choć nie byłam pewna czy dam radę dotrzymać obietnicę.

***&***

Wymyśliłyśmy, że najlepiej jeśli Diana zadzwoni do Arthura i zaproponuje mu rozmowę. Nie był to głupi pomysł, ale nie był też do końca bezpieczny. Czekałyśmy przyczajone, aż przekroczy on próg domu Diany. Wtedy rzuciłam się na niego, a on przyłożył mi pięścią z sygnetem w twarz i polała się krew. Rozciął mi brew, ale ja się nie poddałam i obezwładniłam go, a potem dziewczyny pomogły mi go związać.
- Gdzie jest Cassie? - zapytała Diana drżącym głosem.
- Nic jej nie jest, siedzi zamknięta w bagażniku.
- Zaraz wracam - mruknęła Ann i wyszła.
Zapewne poszła wyciągnąć Cassie z bagażnika.
- Czemu to robisz? - spytała Diana.
- Bo chce byś wróciła - Arthur zaczął się miotać na krześle.
- Powiedziałam ci już co musisz zrobić - mruknęła.
Arthur szepnął coś Dianie na ucho, a ta go rozwiązała.
- Co ty wyprawiasz! - wrzasnęła na nią Ruda.
- Dogadaliśmy się - puściła do niej oczko i pocałowała Arthura.
W tym momencie do pokoju weszła Ann z Cassandrą. Diana od razu przytuliła zdezorientowaną kuzynkę.
- Ty skurwielu! - warknęła tylko ta w kierunku Arthura i wyszła.
Poszłam za nią. Dreptała w kierunku bazy Dave'a.
- Może cię powieść? - spytałam.
- Z chęcią - muszę przyznać, że ślicznie się uśmiechała.
Wsiadłyśmy do Impali i nie czekając na dziewczyny ruszyłam. Cassandra podkręciła radio, kręciła nas ta sama muzyka. Jazda nie zajęła nam długo. Dave bardzo wylewnie powitał Cassie.
- Jesteś śliczna - mrugnęła do mnie.
- Cassie - zbeształ ją Dave, a ja niezbyt ogarniałam o co chodzi.
- No co? - oburzyła się. - Jak ty powiesz komplement komuś kto ci się podoba to jest dobrze, a ja nie mogę?
W tym momencie skapowałam o co chodzi.
- Mam chłopaka - skwitowałam.
- Zadzwoń jak zerwiecie - zażartowała Cassie.
- Z chęcią - puściłam do niej oczko i przytuliłam na pożegnanie.
Później jeszcze tylko zgarnęłam dziewczyny i ruszyłam w drogę do Harry'ego.
*********************************************************************************
Przepraszamy za taką krótką notkę, ale (jak zwykle trzeba się tłumaczyć, bo jesteśmy winne):
1) Tym razem plan wydarzeń rozdziału tworzyła Szal i średnio to przypadło do gustu Szur, która Was za to bardzo przeprasza.
2) Rozpoczął się sezon Skoków Narciarskich, Puchar Świata i te sprawy, co jak to zwykle bywa powoduje u Szur objawy zbliżone do choroby psychicznej.
3) Wena Szal zaginęła w akcji, a Wena Szur ma humory i ciągle zmienia obiekt zainteresowania.
Bardzo serdecznie przepraszamy, S&S

16 komentarzy:

  1. Rozdział ciekawy ale krótki. Nie wiem dlaczego ale od razu polubiłam Davea i Cassie. Ciekawi mnie ta sprawa o której wspomniałyście u mnie. No nic poczekam to się dowiem.
    Mam jeszcze tylko maluteńkie pytanie nie związane z blogiem. O co chodzi z tymi skokami i załamaniem nerwowym?????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy :)
      Cieszy nas bardzo, że tak wielu osobom Dave przypadł do gustu ;)
      O tej sprawie już w piętnastym rozdziale ^^
      Nie chodziło nam o załamanie nerwowe ;)
      Szur po prostu jest tak zafascynowana i zaabsorbowana skokami, że przypomina obłąkaną ^^
      S&S

      Usuń
  2. Rozdział jest super :-) Bardzo mi sie spodobał :-) Fajnie się go czytało :-) Chociaż krótki ... ale dla mnie rewelacyjny :-) Dave wydał mi się nawet sympatyczny :-).Polubiłam go :-) Ah, już nie moge się doczekać nowego rozdziału :-) Czekam z niecierpliwością :-)
    Pozdrawiam i życzę weny :-)
    Karolina J

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy :)
      NN za miesiąc, pewnie po świętach. My też lubimy Dave'a. Rozdział krótki, ale pewnie wydaje się taki, bo poprzedni był długaśny XD.
      Pozdrawiamy,
      S&S

      Usuń
  3. Notka mimo, że krótka to bardzo fajna. Dave bardzo mi kogoś przypomina ale nie pamiętam kogo. bardzo fajna postać ale chciałbym go zobaczyć w akcji (taka lekka aluzja). Jak zwykle kawał dobrej roboty. Życzę by wena Was nie opuszczała.

    Zwierzak

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe kogo Ci przypomina... pomyślmy... ^^.
      Co do akcji, to może kiedyś... Wszystko zależy od Szur ;)
      Za wenę dziękujemy. na pewno się przyda :)
      S&S

      Usuń
  4. Ach,strasznie krótki rozdział...,ale i tak bardzo mi się podobał ;). Mam nadzieję,że następny będzie dłuższy. O matko będę musiała czekać następny miesiąc :( nie wiem jak ja to przeżyję...cóż jakoś będę musiała. Niedługo powinien pojawić się nowy rozdział na moim blogu więc serdecznie zapraszam.


    PS.Dzięki za komentarze <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiemy, że krótki... Ale postaramy się, żeby następny miał normalną długość :)
      Postaramy się, żeby po świętach była notka, a może jak Szur dopisze wena to machniemy może nawet dwie. Ale to bardzo "może".
      Z niecierpliwością czekamy na NN u Ciebie:)
      S&S

      Usuń
    2. Zapraszam do mnie nowy rozdział sie juz pojawił liczę na komentarz :D Zatrudniłam korektora do tekstu ,więc nie powinno byc juz tyle błędów.Mam nadzieje,że się spodoba ;)

      Usuń
  5. Dave kojarzy mi się z ,,Mów mi Dave " moje skojarzenia :D A co do rozdziału jak zwykle piszecie zajebiście ,nie ma błędów i wgl. SUPERAŚNY <3 Ale jak to mówią trochę krótki. Ja to umiem robić zaje któtkie :P

    Mam nadzieje ,że u mnie jeszcze przed świętami uda zrobić się nowy rozdział

    Pozdrawiam
    Lena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, że dopiero teraz odpisuję, ale ciężko było znaleźć chwilę na skorzystanie z laptopa :)
      Dziękujmy i postaramy się, aby kolejny był dłuższy (skoki starają się pokrzyżować plany, ale dam radę)
      My też mamy taką nadzieję ^^ (chyba wena, którą wysłałam pocztą już dotarła :) )
      Szur, S&S

      Usuń
  6. Kiedy nowy rozdział ? ;3 Już nie mogę się doczekać !!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż... rozdział miał być pod koniec roku, ale niestety... skoki. Sezon co prawada kończy się w marcu, ale myślę, że uda mi się zmotywować Szur nieco wcześniej... No, bo notka prawie rozplanowana :)
      Pozdrawiam z nieco spóźnionymi życzeniami szczęśliwego Nowego Roku :)
      Szalona, S&S

      Usuń
  7. Jestem tu nowa i także muszę się uskarżyć, że rozdział jest tak krótki. Błagam o nową notkę jak najszybciej, bo uschnę! :D
    Życzę weny, weny i jeszcze raz weny.
    panstwo-smierci.blogspot.pl

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej,
    cieszymy się z każdego nowego czytelnika. Z pewnością do Ciebie zajrzymy, jak tylko znajdziemy trochę czasu :)
    A notka.. Notka będzie już dziś wieczorem, jak tylko wprowadzimy drobne korekty. Miała być wczoraj, ale nie udało nam się wyrobić. Więc już wieczorem zapraszam na rozdział 14 :]
    Szalona, S&S

    OdpowiedzUsuń