Łączna liczba wyświetleń

UWAGA!

Uprzejmie informujemy, że blog [zwłaszcza niektóre notki] może zawierać drastyczne sceny pełne przemocy, przekleństwa i innego rodzaju rzeczy nieprzeznaczone dla osób młodocianych.
Przez wzgląd na to, że my niżej podpisane autorki nie chcemy przykładać ręki do demoralizacji młodzieży informujemy, że część treści może być niestosowna dla osób młodszych. Średnia granica wieku to +15, osoby młodsze czytają na własną odpowiedzialność, podobnie jak i starsze o słabszych jednak nerwach.
Z wyrazami szacunku,
autorki: Szalona i Szurnięta
PS: Nie bierzemy też udziału w żadnych konkursach typu Libster Awards, choć bardzo cieszy nas każda nominacja. Po prostu nas to nie interesuje.
S&S

niedziela, 19 sierpnia 2012

Rozdział 3

"Mój biedny, kochany Land Roverek..." - marudziłam w myślach. W sumie już z przyzwyczajenia.
Z kasety rozbrzmiewały w samochodzie puszczone na cały regulator piosenki "Metallici", a Weronika postukiwała palcami w kierownicę do rytmu. Anna jak zwykle czytała gazetę i przeglądała najnowsze wiadomości w internecie w poszukiwaniu nowej roboty (skąd ona łapie Wi-Fi?!?). Ekran rzucał na jej twarz niebieskie światło. Wyglądało to upiornie w zapadającym właśnie półmroku.
Już po paru dniach wspólnej podróży odkryłam kilka wcale nie zaskakujących, ale niesamowitych faktów. Mianowicie.
Z rodzeństwem Wilde (tak, dowiedziałam się jak się nazywają) nigdy nie można się nudzić.
Rodzeństwo Wilde pracuje 24h na dobę.
Rodzeństwo Wilde dałoby się za siebie posiekać.
Rodzeństwo Wilde słucha tylko i wyłącznie ostrej muzyki.
Rodzeństwo Wilde wkrótce będzie potrzebowało laryngologa (głowa już mi pękała, ale siedziałam cicho i udawałam, że mnie nie ma).
Młodsza połowa rodzeństwa Wilde potrafi być naprawdę wredna.
Starszej połowie nie należy o tym mówić.
Starsza połowa może wyprowadzić naprawdę mocny cios, kiedy usłyszy coś złego o młodszej połowie.
Obie połowy, tworzące całość rodzeństwa Wilde uważają mnie za amatora-teoretyka (i mają rację), co powoduje, że nie mają do mnie za grosz zaufania i pilnują mnie jak małego dziecka (nie mają racji).
Młodsza połowa dodatkowo...
- Ruda, śpisz? - mruknęła Anna z przedniego siedzenia.
... ma irytujący zwyczaj nazywania mnie Rudą. Zupełnie bez powodu i bez sensu dodatkowo (nie jestem i nigdy nie byłam ruda. A być nie zamierzam).
- Tak - warknęłam przekornie.
W bocznym lusterku widziałam jak przewraca oczami.
- Ruda, nadal boczysz się o ten samochód? - włączyła się Weronika, specjalnie akcentując przezwisko.
- Ruda owszem, ale Alice ma ważniejsze sprawy na głowie - sarknęłam. - Dokąd właściwie jedziemy?
- Przed siebie, gdzie nas nogi poniosą... - odpowiedziała Weronika i w tym momencie koło zaczęło wydawać dziwne dźwięki. Weronika czym prędzej zatrzymała się na poboczu.
- Coś czuję, że daleko nas nie poniosą... - mruknęłam, kiedy wychodziła z samochodu sprawdzić co się stało.
Przez szybę zobaczyłam Weronikę oglądającą cały samochód z dokładnością zegarmistrza i czym prędzej sięgnęłam po mapę.
- Za 100 metrów jest parking leśny - mruknęłam na wszelki wypadek i sięgnęłam po gazetę w oczekiwaniu na werdykt Weroniki.

***&***

Nie podobało mi się to, wcale, a wcale. No, ale cóż. Przebita opona to nie problem, ale cztery przebite opony już tak. Ojciec dawno by już klął i zrzucał winę na wszystkich do okoła, ze mną na czele. Zawsze tak robił, ja jednak była inna. Rozejrzałam się. Nic, cisza. Anna próbowała złapać internet, nic. Alice jak gdyby nigdy nic czytała gazetę.
- Strasznie cicho, jak na okolice lasu, co nie? - zauważyłam.
Ruda podniosła wzrok znad gazety.
- Na razie martwmy się oponami - mruknęła i wróciła do lektury.
Zero instynktu przetrwana, jak ona przeżyła z demonem na karku?
- Będziemy tu musiały spędzić noc - mruknęłam niechętnie.
- Chyba cie... - zaczęła Alice
- Mówi się trudno - przerwała jej Anna.
Rozejrzałam się ponownie, słońce zaczęło chylić się ku zachodowi. Co by teraz zrobił tata? Nie zdążyłam nad tym pomyśleć, bo z lasu wybiegła przerażona kobieta, miała ciemnobrązowe włosy i była chuda jak patyk.

- POMOCY! - krzyczała głośno.
Wpadła na mnie i powaliła na ziemię, cała się trzęsła.
- Spokojnie - powiedziała Anna - jesteś już bezpieczna.
Dziewczyna wstała, otrzepała się i oparła o bagażnik.
- Co się stało? - spytałam, wstając.
- Ten potwór porwał mojego chłopaka i jego brata - powiedziała drżącym głosem.
- Jak wyglądał? - ruda włączyła się do rozmowy.
Dziewczyna głośno przełknęła ślinkę.
- Był wysoki, bardzo wysoki i strasznie chudy, - dziewczyna zatrzymała się, by zaczerpnąć oddech - jego twarz była zniekształcona, a skóra miała szary kolor.
- Wendigo - rzuciłyśmy równo z Anną.
Alice spojrzała na nas ze zrozumieniem. Wyjęłyśmy nasz dziennik. Z jednej ze stron spoglądał na nas brzydki chudy stwór, nabazgrany kiedyś przez Annę. Obok był szkic Anasazi, symbolu chroniącego przed Wendigo. Dziewczyna stała przerażona przy mojej Impali i spoglądała na nas niepewnie. Podeszłam do niej, uśmiechnęłam się, żeby dodać jej otuchy.

- Pokażesz nam, gdzie rozbiliście obóz? - spytałam jej.

Kiwnęła głową. Ruda podeszła do mnie.
- Jak to zabić? - szepnęła.
- Spalić - odpowiedziałam, wyjmując dezodorant i miotacz płomieni.
Ruszyłyśmy za Evą (dowiedziałyśmy się jak ma na imię) do pobojowiska jakie zostało po obozie. Oczywiście wcześniej ponarzekałam, że muszę zostawić moje biedne autko. Na miejscu wyryłyśmy na ziemi odpowiedzni symbol dookoła namiotu i ustaliłyśmy warty, było za późno na inne działania.

Byłam pierwsza na warcie. Reszta zasnęła i słychać był tylko pohukiwania sowy. Nagle w karzakach coś trzasnęło, wysunęłam się po za symbol i poczułam tępy ból głowy, a potem straciłam przytomność


***&***

- Widziałaś Weronikę? - ze snu wyrwał  mnie zaniepokojony głos Anny.
Przetarłam oczy i rozejrzałam się nieco jeszcze nieprzytomnie dookoła.
- Tak, zanim zasnęłam - mruknęłam. - Nie przypominam sobie bynajmniej by o niej śniła... Czemu mnie budzisz, do jasnej Anielki?! - zawołałam nagle spoglądając na wyświetlacz komórki. - Jest środek nocy! Miałaś mnie obudzić dopiero o 4 rano...
- Weronika zniknęła - przerwała moją litanię wyrzutów chłodno. - Miałam zacząć wartę o pierwszej, obiecała, że mnie obudzi. Nie ma jej. To do niej niepodobne...
Wyglądała na naprawdę zaniepokojoną. Wstałam, już na dobre obudzona.
- Gdzie latarka?
Anna podała mi ją bez słowa i wyszłyśmy z namiotu wprost w ciemny las. Szłyśmy w milczeniu. Tuż za namiotem nieopodal kępy krzaków znak wyryty przez siostry był nieco zasypany, zniekształcony.
Nie było wątpliwości. Wendigo porwało Weronikę.
- Dlaczego wyszła poza znak? - mruknęłam do siebie półgłosem.
- Widocznie miała powód - odparła Anna, gotowa bronić honoru siostry.
- Wiem. Przecież nie jest głupia. Nie po to rysowałyśmy...
- MY rysowałyśmy - przerwała mi Anna. Już miałam coś odwarknąć, kiedy za naszymi plecami coś zaszurało.
- Coś się stało? - nasza, prowadzona półgłosem, rozmowa obudziła Evę.
- Zostań tutaj - mruknęłam tylko tonem wyjaśnienia. Anna zerkała w kierunku lasu, chcąc jak najszybciej ruszyć na odsiecz siostrze.
- Sama?! - wyszeptała przerażona kobieta.
Zerknęłyśmy na siebie z Anną. Nie mogłyśmy jej tu samej zostawić. Z drugiej strony żadna z nas nie mogła tutaj z nią zostać...
- Trzymaj się blisko nas... - westchnęłam i ruszyłyśmy w las.
Połamane gałązki, przetarta ściółka leśna wskazywały nam drogę. Szłyśmy szybko, przystając tylko czasami, gdy nie byłyśmy pewne którędy iść. Widziałam jak Anna mimowolnie przyspiesza kroku. Już po chwili musiałam lekko truchtać by móc dotrzymać jej kroku. Za plecami słyszałam ciche posapywanie Evy.
- Zwolnij - zawołałam półgłosem. - Nic jej nie będzie, a my musimy się zastanowić...
- Ale...
Widziałam jak Anna martwi się o siostrę, a jednocześnie usiłuje tego nie pokazywać. Ze zdziwieniem odkryłam, że sama zdążyłam się już przywiązać do tych dziewczyn. Nie nazwałabym tego przyjaźnią (a raczej zdecydowanie nie nazwałabym tego nawet dobrą znajomością), ale sama też zaczynałam się martwić.
- Tutaj - szepnęła nagle Anna.
Rzeczywiście. Podczas całej naszej dyskusji nie zauważyłyśmy, że stoimy tuż przy wejściu do skalistej, obszernej jamy. Podałam Evie trzecią latarkę.
- Powinnyśmy się rozdzielić...
- Nie! - jęknęła rozpaczliwie kobieta. - Nie zostawiajcie mnie samej!
- Spokojnie - uspokoiłam ją. - Pójdziesz z Anną. Musimy zaciągnąć wendigo w ślepy zaułek i spalić...
- No, co ty nie powiesz... - mruknęła Anna pod nosem. - Dasz sobie sama radę...? - zapytała głośniej z ironią.
- Będziemy cały czas w zasięgu głosu - odparłam wymijająco. Nie miałam pojęcia, czy dam sobie radę.
Tuż za wejściem droga rozwidlała się. Wbrew pozorom, podziemia były bardzo duże i rozczłonkowane. Wybrałam lewy korytarz i rzuciłam ostatnie spojrzenie moim towarzyszkom. Eva wyglądał na przerażoną, a po Annie nie było nic widać. Jak zwykle.
"Twardzielka" - westchnęłam w duchu.
Nie, żebym się bała, ale zwiedzanie ciemnego tunelu, siedziby wendigo to nie jest coś, co chciałabym robić w środku nocy. Naprawdę. Żeby dodać sobie animuszu zaczęłam powtarzać w myślach, co wiem o tej istocie. Wbrew pozorom było tego całkiem sporo. Poprzedniego wieczoru uzupełniłam swój osobisty bestiariusz o nieznane mi dotąd informacje na temat wendigo. Oczywiście w tajemnicy przed dziewczynami.
W momencie, kiedy po raz trzeci powtarzałam początek mojej mantry ("Wendigo, to ludzie, którzy żywili się ludzkim mięsem, tak zwani kanibale. Magazynują swoje ofiary na zapas, żeby..."), usłyszałam po swojej prawej stronie, stłumiony grubą warstwą skał, krzyk Evy. Obróciłam się na pięcie i wpadłam w pierwszy prowadzący w tamtą stronę korytarz. Pobłądziłam trochę, więc na Annę i Evę wpadłam dopiero po kilkudziesięciu sekundach.
Dobiegłam do końca korytarza. Tuż przed moim nosem przebiegły dziewczyny, a zaraz za nimi wysoka i chuda sylwetka wendigo.
- Musimy go złapać w pułapkę! - zawołała Anna, która jakimś cudem mnie zauważyła.
Wysunęłam się na korytarza i spróbowałam odciągnąć uwagę potwora. Kiedy w końcu zwrócił się w moim kierunku rzuciłam się biegiem w przeciwną stronę. Za sobą słyszałam jego ciężkie kroki (nie był zbyt szybki) i truchtającą Annę. Eva została gdzieś z tyłu.
Nagle korytarz rozszerzył się i wpadłam do większej komnaty.

***&***

Kiedy odzyskałam przytomność pierwsze co poczułam to odór zgnilizny. Powoli otworzyłam oczy i się rozejrzałam, bestii nie było. Znajdowałam się w jakiejś jaskini, wszędzie pełno było krwi. Ostrożnie sprawdziłam więzy, były luźne. Szarpnęłam raz i drugi, aż w końcu lina puściłam. Wylądowałam na nogach i zorientowałam się, ze mam skręconą kostkę. Kuśtykając dotarłam do dwóch związanych chłopaków, byli nieprzytomni, ale żyli. Nic dziwnego Wendigo robił zapasy na kolejne lata życia. Każda minuta była na wagę złota, ale ja nie do końca wiedziałam co mam robić. Spróbowałam ocucić dwójkę, nie udało mi się.
- Cholera - zaklęłam cicho.
Za sobą usłyszałam hałas i ryczenie potwora, do groty wpadła ruda, Anna i Eva, cała przestraszona. Za nimi przyczłapał Wendigo. Anna wznieciła płomień w jego kierunku i stwór spłonął. Odetchnęłam z ulgą. Przytuliłam mocno siostrę. Eva rzuciła się do nieprzytomnych chłopaków. O dziwo ci się ocknęli.
- Dobra zwijamy się - mruknęła ruda.
Ruszyliśmy więc do obozu, okazało się, że po za moją skręconą kostką nie ma większych obrażeń. Na szczęście nasi towarzysze byli bardziej rozsądni i zabrali komplet zapasowych opon, które nam podarowali. Wymieniłam opony i ruszyliśmy przed siebie. Znowu nam się upiekło. Puściłam Back in Black ACDC i podkręciłam na cały regulator.
*********************************************************************************
Uff... udało nam się ^^
Strasznie ciężko pisze się kiedy się z Szal mijamy...

Dziękujemy Ameli Pommeblue i Zwierzakowi za komentarze oraz Sparkle za wszechobecne wsparcie :)

Wakacyjne, S&S
PS od Szalonej: Hurrrrra!!! Cywilizacja! Dom! Komputer i INTERNET! Normalne łóżko, normalne posiłki i DACH NAD GŁOWĄ. Słowem wyjaśnienia: przez dwa tygodnie spałam w lesie pod namiotem. Jest mnie trochę mniej, bo komary żarły jak głupie... Mam nadzieję, że to wytłumaczy dłuuuugą przerwę ;)

10 komentarzy:

  1. Bardzo fajne. Przy okazji pozdrowienia dla wszystkich czytelników z Transylwani. (Kurde zapomniałem tasaka i krwi umarlaka z domu)

    Zwierzak

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje nam się, że tasak ma za małe ostrze ;)
      Ale jakbyś spotkał, to pozdrów Dracule :p
      Miło mieć stałego czytelnika :)
      S&S

      Usuń
  2. Cieszę się, że doceniacie moje wsparcie i nie obrażacie za słowa krytyki ^^ Dobrze umiecie je wykorzystać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ;)
      Zakładka "Łowcy i nie tylko" będzie ulegać metamorfozie (niełatwo jest znaleźć obrazek, który zadowoli Szur ;).
      Fajnie że mamy aż TRZECH stałych czytelników ;)
      Szalona S&S

      Usuń
  3. Pięknie piękie pięknie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ;) NN będzie już wkrótce. W każdym razie szybciej niż ostatnia XD
      Szalona
      S&S

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Heh, dzięki.
      Wasze słowa uznania bardzo się dla nasz liczą :)
      Szalona
      S&S

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Dziękujemy, Staramy się jak możemy (nawet, jeżeli długo nas nie ma)
      Szalona, S&S

      Usuń